Violetta Villas – socjalistyczne wyobrażenie amerykańskiej gwiazdy

Udostępnij

Violetta Villas (Czesława Gospodarek z domu Cieślak 1938-2011) ukuła powiedzenie: „Kto to jest Violetta? – Łóżko pełne włosów”. Stała się anty-ikoną stylu, zaprzeczeniem dobrego gustu. A jednak nie sposób odmówić jej stworzenia spójnego i, co ważniejsze, rozpoznawalnego wizerunku!

VV2

„Włosy są jej, bo za nie zapłaciła”

Od dzieciństwa miała gęste, bujne loki. Dar od niebios, który odpowiednio wyeksponowany i wspomagany sztuką i techniką fryzjerską stał się jej znakiem rozpoznawczym.

Pierwszą osobą, która postanowiła je okiełznać i uczynić z nich elegancką wizytówkę gwiazdy była Jadwiga Grabowska, założycielka i dyrektor artystyczna Mody Polskiej.

Violetta Villas i projektantka zetknęły się ze sobą w paryskiej „Olimpii”, do której zespól polskich artystów i modelek Mody Polskiej pojechali z przebojowym programem rewiowym „Grand Musical de Varsovie” w lipcu 1966 roku. Polskiej „madame Chanel” odpowiadała m.in. za wygląd artystów. Jerzy Antkowiak, wówczas pełniący funkcję garderobianego i prawej ręki dyrektorki wspomina śmiały czyn Grabolki.

„W sławnym teatrze „Olimpia” wystawiany był wówczas spektakl „Grand Musical de Varsovie”. Wyreżyserował go Janusz Rzeszewski, zapowiadali Lucjan Kydryński oraz Ewa Wende, modelka Mody Polskiej i żona sławnego prawnika. Na scenie występowały m.in. Joanna Rawik, Iga Cembrzyńska, Krystyna Konarska, Marek i Wacek, zespół pieśni i tańca Śląsk oraz jedna z największych wówczas polskich gwiazd Violetta Villas! (…) Jadwiga Grabowska zdławiła w zarodku pomysły Violetty Villas na jej image sceniczny. Diwa marzyła o sukni, o której długo i dużo można byłoby napisać, ale na pewno nie to, że była w dobrym stylu. Na domiar nieszczęście zagustowała właśnie w dopinkach, treskach i litrach lakieru w długich i kręconych włosach. Grabowska nawet nie chciała na to patrzeć. Ubrała Violettę w czarną, prostą suknię, spięła jej naturalne włosy w piękny kok. W mgnieniu oka z pretensjonalnej dziewczyny zrobiła elegantkę. Wszyscy byli zachwyceni głosem i talentem piosenkarki oraz byli pod wrażeniem jej wyglądu godnego gwiazdy … Prawie wszyscy. Gdy tak ubrana Violetta śpiewała na scenie: „Mamo, nie myśl, że się skarżę, żal mi tylko …” – płakała i ona i publiczność. Widzowie ze wzruszenia, piosenkarka ze złości, że TAK wygląda. Bała się Grabolki, dlatego w Olimpii na scenę zakładała to, co jej przygotowała. Natomiast na miasto przebierała się w: spodnie 7/8 opięte do granic wytrzymałości tkaniny, bluzkę w pasy podkreślającą bujny biust oraz olbrzymie kolczyki-koła. Budziła tak dużą sensacje wspaniałym głosem i niebanalną osobowością, że w czasie paryskich występów została „odkryta” przez amerykańskiego impresario, a następnie zaproszona do Las Vegas na występny na gwiazdorskich, jak na owe czasy, warunkach!” wspomina projektant w książce „Antkowiak. Niegrzeczny chłopiec polskiej mody” naszego autorstwa.

Wyjazd do Las Vegas zdusił w zarodku to, co być może udało się zasiać  przez panią Jadwigę. Amerykańskie wyobrażenie luksusowej gwiazdy okazało się zgodne z odpustowym gustem piosenkarki: pióra, długie suknie obszyte lśniącymi cekinami, kamieniami, haftami, białe futra i włosy. WŁOSY!

„Za jej sceniczny image odpowiadał Patrick Valette – projektant mody i specjalista od fryzur, konsultant domów mody Dior i Givench. 9…) Wychodziła na scenę w płaszczu blond włosów na plecach.”*

Był czas, gdy to one przejęły kontrolę nad gwiazdą.

„Przeszło 3 godziny zajmuje mi samo suszenie włosów, a przecież musze jej jeszcze nakręcić – opowiadała w wywiadzie dla jednej z gazet – potem ułożyć, natapirować. A proszę sobie wyobrazić ile ja się potem namęczę, żeby to wszystko rozczesać. Przygotowanie fryzury kosztuje mnie więcej niż śpiew”.*

Z czasem, gdy poddawane ciągłym zabiegom włosy przerzedziły się, została wykonana wspaniała peruka z naturalnych loków Violetty Villas.

VV 1 VV3

Amerykański styl

Gwiazda, gdy wróciła ze Stanów Zjednoczonych, wzbudzała powszechne zainteresowanie swoim wyglądem, zdecydowanie odbiegającym od szarej ulicy PRL-u, a także  luksusowej elegancji Mody Polskiej. Jej kreacje zapamiętywali zachwyceni, czy raczej podekscytowani, nią mężczyźni.

Bohdan Gadomski (dziennikarz, popularyzator muzyki rozrywkowej – AJ), w nigdy nie opublikowanej rozmowie z Krystyną Pytlakowską opowie, w jaki sposób Villas zmieniła go w słup soli swoim hollywoodzkim wyglądem. „Miała na sobie bardzo krótka sukieneczkę w biało-czerwona kratkę, spod niej widać było białe majteczki. Talie osy przepasała bazarowym paseczkiem z czerwona klamerką. Wokół biustu miała białą tiulowa falbankę, a na nogach białe buty muszkietery, za kolano. Na włosach zawiązała czerwoną tiulową chusteczkę. Aha, całość dopełniały czerwone okulary i trzy rzędy koralików na szyi. Podobno przygotowywała swój image przez pięć godzin. Stanęła , przekrzywiła głowę, a ja zamarłem z wrażenia. (…).*

Mało? Sąsiedzi wspominali widok gwiazdy, która ubrana w opaleniznę i żółty kombinezon myła auto.

Czy można się dziwić, że wdziękom diwy ulegał nawet tak wyrafinowany krytyk muzyczny, jak Janusz Ekiert? Ich związek przetrwał wyjazd Villas do Stanów i małżeństwo Ekierta – doskonale przyjęte w artystycznym światku – z niezwykle utalentowaną pianistką Lidią Grychtołówną. Jednak burzliwy, wieloletni romans nie wytrzymał m.in. nałogów i stylu życia boskiej Violetty.

Strój uzupełniał wykonywany przez wiele godzin makijaż. A może raczej charakteryzacja sceniczna: przerysowane kreski okalające oczy, firany sztucznych rzęs przesadnie długich, nadmiar: pudru, różu, szminki. Przeniesiony był żywcem ze sceny w Las Vegas. Tam się sprawdzał. Dzięki niemu w ostrych światłach twarz artystki była wyraźna i widoczna w najdalszych rzędach widowni. Bez scenicznej oprawy stał się karykaturą.

VV10

Gwiazda „Syreny”

Były lata, gdy Villas była najjaśniejszą gwiazdą teatru  „Syrena” w Warszawie. Publiczność zachowywała się na jej występach tak,  jakby była w amoku. Do spazmów doprowadzały ją: niemalże nadludzkie 4 oktawy głosu, rewiowe stroje, inne do każdej piosenki  w tym suknia od Diora,  białe futra, cętki lamparcie, nadekspresyjne wykonywanie utworów. Wszystko tworzyło w oczach i uszach widzów obraz gwiazdy z Hollywood, która jakimś cudem znalazła się na skromnych deskach teatru przy ulicy Litewskiej. Była primadonną i ze swojego statusu czerpała pełnymi garściami. Jednym z jej irytujących, ale tolerowanych przywilejów było notoryczne spóźnianie się. A także … brak szacunku dla pracowników teatru!

„(Garderobiana – AJ) M. przygotowywała kostiumy, pończochy rękawiczki. Ubierała Violettę w krynolinę, obcisłe suknie z ogonami, zapinała haftki.

-Nigdy się nie spieszyła. Jeszcze mnie uspokajała: zdążymy. Ja na to, że publiczność czeka.

- To dobrze, niech siedzi, poczeka …

W sprawie bielizny artystek garderobiana musiała być dobrze poinformowana. W tamtych czasach w Syrenie trzy występowały bez bielizny, w tym Violetta. Wkładała tylko rajstopy.

Violetta zakłada wąską suknię trzeba trochę się natrudzić. Tu pociągnąć, tam naciągnąć. Nagle M. zaczepia haftką o majtki.

- O cholera! – mówi.

Violetta: – Co się stało?

-Zaczepiłam o majtki.

- Ty pizdo! To ja w majtkach jestem?! Trzeba mi było od razu powiedzieć! – Na garderobianą spadła wiązanka.

Tej zakulisowej złości Villas, jak każda profesjonalistka, nie przeniesie nigdy na scenę. Tam będzie zawsze królową emocji.”*

VV4 VV5 VV6

Ikona złego stylu

Co sprawiło, że Violetta Villas, zjawisko od strony głosu, niezwykłego wizerunku, pełnego zaskakujących zwrotów akcji życiorysu – zamiast zostać chlubą Polskiego show biznesu -  stała się synonimem jego kiczu?

Na pewno niemały udział miały w tym nałogi gwiazdy (alkoholizm, lekomania), z całą pewnością nie ułatwiał jej życia, i racjonalnego planowania kariery, charakter pełen kompleksów małomiasteczkowej Czesi Gospodarek.

Co ciekawe, w czasach dzikiej lustracji, nie zaszkodziły jej kontakty z SB, które sama zainicjowała. Ludowa pobożność zyskała jej pod koniec życia grono wielbicieli wśród słuchaczy Radia Maryja i to oni zagwarantowali jej nietykalność.

Kompulsywne zbieranie zwierząt miało olbrzymi udział w ubóstwie, w którym żyła ostatnie lata. Jednak z niedostatkiem materialnym można byłoby walczyć: muzyką, lukratywną obecnością w mediach, wykorzystać np. w  reklamach olbrzymi potencjał słuchaczy radia z Torunia.

Jednak aby tak się stało Violetta Villas musiałaby wykazać się umiejętnością przystosowywania się do zachodzących zmian w: świecie, modzie, słuchaczach. Musiałaby nauczyć się jak ze zmian zrobić sojusznika, który pozwalałby na kolejne odsłony kariery. Ta umiejętność stoi za wieloletnimi sukcesami takich piosenkarek jak: Cher, Madonna czy Tina Turner!

Monika Filler, żona Witolda Fillera, dyrektora teatru „Syrena” z czasów, gdy jego najjaśniejszą gwiazdą była Violetta Villas:

„Ona nie chciała oderwać się od swojego wizerunku, bo była przekonana, że to on m.in. przyniósł jej sukces. Uważała, że jeśli będzie nosiła fryzury amerykańskich celebrytek i suknie znanych projektantów, to tylko na tym straci. Ta kiczowatość stała się elementem jej inności rzeczywiście bardzo długo była jej sukcesem. Dlatego nikomu nie pozwoliła nic w sobie zmienić”.

VV7

* „Villas. Nic przecież nie mam do ukrycia” Iza Michalewicz i Jerzy Danilewicz, Świat Książki, Warszawa 2011 rok.

W książce jak w zamglonym lustrze odbija się postać artystki. Autorzy dokonali wielkiej pracy zbierając i weryfikując wspomnienia jej przyjaciół, partnerów, rodziny, kolegów-artystów, sąsiadów. Lektura jest zapisem pracy autorów, ich warsztatu i źródłem do życiorysu Czesławy Gospodarek z domu Cieślak, VIOLETTY VILLAS.